Wspinając się wspieram…

Wiem, że mam szczęście, bo mogę realizować swoje pasje i marzenia, dużo rzeczy mi się w życiu udaje. Doceniam ten dar od losu, zwłaszcza że mam świadomość, że nie wszystkim jest to dane. Dlatego też staram się robić coś także dla innych. Tę wyprawę dedykuję tym, którzy codziennie zdobywają swoje szczyty, o niebo trudniejsze od tych himalajskich. Są to:

MADZIA SAMORAJ I JEJ RODZICE – HUBERT I ANETA

Madzia od 14 lat nie mówi, nie chodzi. karmiona jest dojelitowo i ogólnie - wymaga stałej opieki.
Madzia dla której z Waszą pomocą chciałabym kupić pionizator

Hubert i Aneta to dzielni rodzice, dla mnie prawdziwi bohaterowie, którzy opiekują się praktycznie od urodzenia niesprawną, obecnie 14-letnią córką.  Madzia cierpi na niedowład nóg i rąk, padaczkę lekooporną, wodogłowie, nie mówi, nie chodzi, oddycha przez rurkę tracheostomijną, jest karmiona dojelitowo i w rezultacie jest całkowicie uzależniona od innych, gdyż w żaden sposób nie jest w stanie kontrolować swojego ciała.

Czy możecie sobie wyobrazić, jak to jest, gdy mąż z żoną od tych 14 lat nie mogą nigdzie razem wyjść? Żadne kino, sylwester itp. nie wchodzą w grę, bo przy dziecku musi non-stop ktoś być. Ale Hubert z Anetą nie użalają się na swoim losem, dzielnie i nawet z uśmiechem akceptują życie jakie im się trafiło. Któregoś dnia w rozmowie z Hubertem wyciągnęłam od niego, że marzyłby im się pionizator, sprzęt ułatwiający podniesienie nielekkiej już przecież dziewczynki, bo rodzice już często nie mają wystarczającej siły. Poza tym pionizator jest potrzebny dla dobra Madzi – wskutek zwichnięcia stawów biodrowych doszło u niej do masywnego skrzywienia kręgosłupa, dlatego tak ważne jest aby w miarę możliwości jak najczęściej ją pionizować i sadzać do krzesełka które w optymalny sposób zabezpieczy jej ciało przed postępem skrzywienia kręgosłupa.

Problem polega na tym, że koszt pionizatora to 11,5 tys. zł, na co rodziców dziewczynki nie stać.  Ale… ok, jest szansa aby pomóc. Jak już sprawdziliśmy – 3,2  tys. zł może dać NFZ, pozostaje – trochę ponad 8 tys. zł.  I tu pomysł żeby pomóc Madzi zdobyć “finansowe Manaslu”. Wysokość Manaslu to 8156 m. Jeśli przeliczymy że 1 m = 1 zł, to potrzebujemy 8156 m! Mam nadzieję że wspólnie zdobędziemy tę kwotę, takie finansowe Manaslu Madzi i Madzia dostanie od nas wszystkich tak potrzebny jej sprzęt.

Wpłat można dokonać w bardzo prosty sposób –  tutaj.
Konto do zbiórki udostępniła Fundacja Dzieciom “Zdążyć z Pomocą”, która nie pobiera z tego tytułu żadnych opłat

Liczę na Was, na Wasze dobre serce. Znam dobrze i Madzię, i jej dzielnych rodziców, tak więc mogę Was zapewnić, że pieniądze które wpłacicie, będą uczciwie i naprawdę dobrze wydane.

Zdobądźmy razem ten ośmiotysięcznik. 8156 m=8156 zł to wyzwanie które jest do zrealizowania.
Ja ze swojej strony trzem osobom, które dokonają największych wpłat obiecuję którąś ze swoich książek  z osobistą dedykacją i specjalnym dodatkiem-niespodzianką prosto z Nepalu, z ośmiotysięcznego Manaslu.

Informacje o Madzi znajdziecie też tutaj:
http://dzieciom.pl/podopieczni/2766
http://www.hospicjumpromyczek.pl/madzia/

 

 

KRZYSIEK FOGEL WRAZ Z RODZICAMI – ANIĄ I PIOTREM

Krzysiek jeszcze do niedawna był bardzo wysportowanym, sprawnym chłopakiem. Teraz o tę sprawność musi walczyć.

Jeszcze niedawno Krzysiek był wesołym, wysportowanym, na dodatek ponadprzeciętnie inteligentnym nastolatkiem. Kochał góry, razem z tatą i bratem był już nawet raz na trekingu w Himalajach. Marzy mu się, by tam kiedyś wrócić. Czy będzie to możliwe? Krzysiek i jego rodzina wierzą że tak… Problem w tym że pod koniec ubiegłego roku Krzysiek wpadł pod samochód. Po kilku miesiącach śpiączki, został z niej wybudzony, ale żeby wrócić do normalności, czekają go miesiące ciężkiej pracy z rehabilitantami, logopedą, nauczycielami udzielającymi mu indywidualnych lekcji. Kiedy odwiedziłam Krzysia w klinice Budzik, praktycznie nie mówił, był bezwładny, o chodzeniu nie było mowy. Miesiąc później, na Biegu Powstania Warszawskiego na którym na wózku pchanym przez biegnącego tatę, przejechał 5 km, Krzysiek wyglądał już całkiem nieźle, siedział prosto i nawet (z pomocą taty) wstał na odśpiewanie hymnu. Na wyprawie w Himalajach będę myślała o Krzysiu – mam nadzieję że uda mi się przesłać mu trochę pozytywnej energii która sprawi że z jeszcze większą siłą i determinacją będzie walczył, by w te Himalaje wrócić.

Oczywiście doceniam też zaangażowanie rodziny Krzyśka – rodziców i młodszego brata, którzy stanowią ogromne wsparcie dla tego niezwykle wartościowego chłopaka, poświęcają mu mnóstwo czasu i pracy, i w tym wszystkim – mają w sobie tyle optymizmu, że mogą nim obdarować jeszcze innych.

Postępy jak Krzyśkowi idzie z powrotem do “normalności”, można obserwować na facebooku na stronie: Wielkie Budzenie Krzyśka.