Wszystkie wpisy, których autorem jest awilux

19 września, podejście pod obóz III

Postanowiłam wykorzystać ładną pogodę i zrobiłam podejście pod obóz trzeci (prawie 6800m) i wróciłam na nocleg do obozu drugiego.

Jeszcze wczoraj dojście do Camp3 było niemożliwe ze względu na zagrożenie lawinowe, a poza tym to odcinek wymagający już technicznego wspinania i zjazdów na linie. 
Jutro chcę zejść do bazy.  Najpierw jednak czeka mnie noc w namiocie. Wczoraj było -15 stopni, a rano wszystko oszronione.

Niestety, dzisiaj rano, ze względu na problemy aklimatyzacyjne Asia podjęła jedyną słuszną decyzję i pod opieką szerpy zeszła do bazy. Teraz czuje się już lepiej. 

18 września, docieramy do obozu drugiego

Nasza wyprawa dotarła do obozu drugiego na wysokości ok. 6300m!
Dziś jest piękna pogoda, pierwszy dzień bez deszczu i śniegu.
Widoki są obłędne i wrażenia niesamowite, ponieważ do pokonania był lodospad – trzeba się było wspinać po drabinkach ustawionych na pociętym szczelinami lodowcu.

Plan na jutro – podchodzenie w górę i zejście na kilka dni do bazy na odpoczynek.

Do obozu trzeciego (Camp III – 6800m) nikt na razie nie dotarł ze względu na zagrożenie lawinowe. Próbował jeden Argentyńczyk z szerpą, ale zjechali z małą lawiną i skończyło się na połamanych żebrach.

 

16 września, docieramy do obozu pierwszego

16 września dotarłyśmy do obozu pierwszego – Camp1 – 5800m n.p.m. Droga była trudna, ponieważ niosłyśmy bardzo ciężkie plecaki i musiałyśmy skakać z nimi przez szczeliny.

Wieczór spędziłyśmy w namiocie. Na zewnątrz sypał śnieg, a my próbowałyśmy się ogrzać herbatą zrobioną z roztopionego śniegu. 
Głowy trochę bolą, ale to normalne na tej wysokości.

15 września – regeneracja w bazie

W bazie pod Manaslu (4800 m) na zmianę leje deszcz albo pada śnieg. Rano się trochę przejaśniło, więc mogłyśmy przesuszyć ubrania i nawet przez chwilę zobaczyć szczyt.

Mamy bardzo dobrą lokalizację namiotu – z jednej strony rozciąga się potężny, posiekany szczelinami lodowiec, a z drugiej wznosi się skalna ściana, z której co jakiś czas dochodzi huk lawin. Na szczęście są na tyle daleko, że nam nie zagrażają.

Zbieramy siły. Kondycyjnie czujemy się dobrze.

Nie marnujemy czasu i podczas aklimatyzacji, zawieramy wiele międzynarodowych znajomości. Poznałyśmy między innymi wspinacza z Hiszpanii, który w ciągu 365 dni chce zdobyć 6 ośmiotysięczników (w lipcu zdobył BroadPeak i K2) oraz dwóch Chińczyków, z których jeden zamierza zjechać z Manaslu na nartach, a drugi na desce snowboardowej.

Do chłopaków z narodowej wyprawy mamy dość daleko, ale niewykluczone, że wybierzemy się w odwiedziny. 

W niedzielę planujemy wyjść w górę, żeby założyć obóz pierwszy (C1 – 5800m) i zrobić podejście pod obóz drugi (C2- 6400m).

 

14 września – dotarcie do obozu bazowego pod Manaslu (4895m n.p.m.)

Po 9-dniowym trekkingu dotarłam do obozu bazowego pod Manaslu, na wysokości 4895 m n.p.m. Najtrudniejsza do pokonania – jak do tej pory – była przełęcz Larka Pass, leżąca na wysokości 5100 m n.p.m.

Mimo, że wrzesień i październik to najlepszy okres, aby wybrać się w wysokie góry, to aura nie rozpieszcza. Leje deszcz i jest bardzo zimno. Staram się dostrzegać pozytywne aspekty – mogę podziwiać potężny lodowiec i już dziś będę się mogła rozpakować we własnym namiocie i zregenerować siły. W niedzielę ruszamy w dalszą drogę.