9 września, z Dharapani (ok. 1900 ) do Karche (2700 m)

Wreszcie na nogach

Za  nami pierwszy dzień prawdziwego trekkingu. Znaczy się – na nogach. Na dzień dobry spotkaliśmy ekipę naszych chłopaków! Okazało się, że spali w sąsiednim domu, pewni że my już dużo wyżej (drogę samochodową którą my mieliśmy podzieloną na dwa dni, oni pokonali w jeden). Potem spotkaliśmy się jeszcze na lunchu, jedzonym w tym samym lodge`u.

Odcinek jaki dziś pokonywaliśmy nie był specjalnie długi (nie licząc przerw – 3,5 godziny drogi, przy 800 m przewyższenia i 14 km chodzenia), za to, pomijając błoto, całkiem przyjemny (zwłaszcza że dziś w ogóle nie padało). Odkąd odbiliśmy od trasy dookoła Annapurny wyraźnie zrobiło się bardziej „dziko”, zwłaszcza że to tereny gdzie samochodem nie da się dojechać.  Było trochę wiszących mostów, niewielkie wioseczki, skromne poletka i przypominające dżunglę lasy. Miejscowi ludzie – bardzo mili: chętnie pozują do zdjęć, pozdrawiają, widać że jeszcze turyści ich nie zmęczyli. Oddalenie od cywilizacji widać także po tym, że nie ma żadnych sklepów, straganów, a na dzisiejszym noclegu nie ma już ani zasięgu telefonicznego, ani internetu. Swoją drogą ciekawe, że nawet w Himalajach pierwsze pytanie zadawane po dojściu do lodge`u gdzie się śpi to: czy jest internet? 😊

Dziś w czasie wędrówki mieliśmy w końcu okazję pogadać między sobą. Najbardziej doświadczony pod względem gór jest Hiszpan, który bije rekord w ilości ośmiotysięczników zrobionych w ciągu roku. Zaczął w lipcu, kiedy to wszedł na Broad Peak i zaraz potem – K2, teraz próbuje z Manaslu, po czym helikopterem mają go przerzucić pod Dhaulaghiri, a w przyszły roku myśli jeszcze o Evereście i Kanczendzondze. Wszystkie te szczyty robi bez butli z tlenem (na Evereście w tej wersji był już dwa razy). Widać że facet jest cholernie silny i wytrzymały – mam nadzieje że plan mu się uda.

Rozmawiałam też sporo z naszymi Szerpami. Jak się okazuje Pasang, nasz trekkingowy przewodnik, też ma wspinaczkowe geny. Na Evereście był 3 razy, ale to pal licho, ważne że jego babcia (wcale nie wyglądająca na babcię – zwłaszcza że ma zaledwie 45 lat), mieszkająca w USA niejaka Lakhpa Szerpa, ma kobiecy rekord wejść na Everest – 9 razy! W międzyczasie poznałyśmy też naszego Szerpę, który dopiero dołączył do ekipy. Ma na imię Phurba, jest dość cichutki, ale niesamowicie uczynny. Mimo że jest jeszcze bardzo młody (raptem 28  lat), na koncie ma już całkiem sporo ośmiotysięczników – był raz na Evereście, 4 razy na Makalu i – co dla nas istotne – 2 razy na Manaslu.  Minusem jest że nie zna kompletnie angielskiego. W tej sytuacji określenie że na pewno „jakoś się dogadamy” brzmi nieco sarkastycznie, ale na pewno damy radę 😊. Szczerze mówiąc długo się zastanawiałyśmy, czy brać szerpę, ale ostatecznie stwierdziłyśmy że jeden na dwie to całkiem sensowna opcja (no, bez podtekstów 🙂 ). Raz, że prawda jest taka, że wszystkiego do góry same nie wyniesiemy, dwa, że jeśli jedna z nas uzna że nie da rady i odpuści szczyt, druga nie będzie musiała jej towarzyszyć w schodzeniu – będzie mogła pójść do góry sama, bo koleżanka zejdzie z szerpą.

I jeszcze co do szerpów… Rozmawiałam z Kami Ritą o yeti. Powiedział że nie zna nikogo kto widział yeti, ale za to nawet i on, widział ślady yeti. Z tego co pokazywał miały ze 30 m długości i były całkiem wyraźnie odciśnięte na śniegu, bo zdaniem Kani yeti żyją dość wysoko, powyżej granicy 5 tys. metrów n.p.m. Może my też yeti zobaczymy, bo na 5 tys. metrów będziemy za 2 dni. Póki co idziemy przez tereny gdzie są m.in. niedźwiedzie. Ponieważ na drogę nam nie wychodzą, musimy się zadowolić jedynie śmigającymi po kamieniach jaszczurkami, motylami które osiągają tu rozmiar wróbli (po rozłożeniu skrzydeł), a z udomowionej fauny – krowami i końmi (może to muły?). A, i jeszcze był jeden, całkiem długi wąż (nieudomowiony 😊 ). Miał spokojnie ponad metr, przy czym widzieliśmy go już po odcięciu mu głowy. Ponoć jest bardzo jadowity i miejscowi się  go boją. Miłym zaskoczeniem jest natomiast to, że póki co nie odczuliśmy inwazji pijawek, przed czym wiele osób mnie ostrzegało (jedna przyczepiła się do nogi Matiasa, Hiszpana, ale tylko jego to spotkało). Ryzyko spotkań z nimi jest jeszcze tylko jutro, bo potem już będzie dla  nich za wysoko (czyli za zimno).